Aktualności - Malezyjskie wakacje

Malezyjskie wakacje

20.01.2016
Relacje

Kuala Lumpur – wielka metropolia - nie brzmi zbyt wakacyjnie. Często jednak zaczynamy wakacje od przylotu do miasta, a stolicy Malezji warto akurat poświęcić kilka chwil. Obowiązkowy punkt programu to Petronas Towers – słynne strzeliste wieże połączone przeszklonym mostem, znane z filmów i pocztówek. To symbol Kuala Lumpur i chociaż już od dawna nie są najwyższymi budynkami świata, niezmiennie wzbudzają zachwyt. Imponują i w świetle dnia i w nocnym blasku lamp. O każdej porze znajdą się chętni, którzy próbują objąć dwa kolosy obiektywem aparatu.

Petronas Towers

Kuala Lumpur to mieszanka nowoczesności z azjatyckim chaosem, bazarami i ulicznym jedzeniem. Mieszają się tu także religie i kultury. Obok słynnego meczetu Jamek, jest dzielnica chińska, a na obrzeżach miasta można odwiedzić jaskinie Batu – jedną z popularniejszych hinduistycznych świątyń znajdujących się poza Indiami. Prowadzą do niej 272 stopnie, a sama świątynia znajduje się w skalnej „katedrze”. To miejsce pielgrzymek malezyjskich, i nie tylko, hindusów.

Schody prowadzące do Batu Caves

Większość turystów jedzie jednak do Malezji z nastawieniem typowo wakacyjnym i chociaż Kuala Lumpur ma jeszcze wiele do zaoferowania, wolą spędzać czas w bardziej relaksacyjnych warunkach. Przed plażowaniem warto jednak trochę się zmęczyć i pobuszować na przykład w herbacianych krzewach w regionie Cameron Highlands. To jedynie 200 km na północ od Kuala Lumpur, jednak na podróż górskimi drogami trzeba przeznaczyć kilka godzin. Wśród zielonych wzgórz jest zdecydowanie chłodniej, co po odwiedzinach w upalnym i dusznym Kuala Lumpur może stanowić przyjemną odmianę.

Region Cameron Highlands słynie z plantacji herbaty. Okoliczne wzgórza porośnięte są jaskrawozielonymi krzewami, pomiędzy którymi wiją się wąskie ścieżki. Zbieracze pracują w dość tradycyjny sposób. Zerwane listki wrzucają do wielkich koszy zarzuconych na plecy. W tym oceanie zieloności są małymi kolorowymi punkcikami. To świetne miejsce dla fotografów. Kolory, kontrasty i ludzie, o ile zgodzą się na pozowanie. Oprócz herbaty hoduje się tu także truskawki. Sposób inny niż w Polsce, ale chyba wygodniejszy do zbierania. Krzaczki posadzone są na nawadnianych półkach i nie trzeba się schylać by dostać się do soczystych owoców. Przyziemna hodowla sprzyja chyba jednak walorom smakowych, bo nasze krajowe owoce zdecydowanie smaczniejsze.

Plantacje herbaty w Cameron Highlands

To jednak nie koniec atrakcji tego regionu. W okolicach jest wiele szlaków oraz bajkowe lasy porośnięte mchem. Trudno o mapy, więc część tras ciężko znaleźć. Na szczęście są też takie dość dobrze wydeptane. Wymagają trochę wspinaczki, czasami w błocie, ale i tak są bardzo przyjemne. W końcu docieramy też do słynnego Mossy Forest czyli właśnie omszałego lasu. Dość niskie drzewa z powyginanymi gałęziami porośnięte są zielonym mchem co sprawia tajemnicze i bajkowe wrażenie.

Mossy Forest

W końcu czas na plażę i nurkowanie. Obydwa warunki spełnia wyspa Tioman położna na wschodnim wybrzeżu Malezji. Można się na nią dostać promem odpływającym z Mersing. Na samej wyspie promy mają kilka przystanków. Lepiej wcześniej zorientować się, w którym rejonie chcemy się zatrzymać, gdyż pomiędzy plażami często nie ma połączenia lądowego.

Po półtoragodzinnym rejsie docieramy na wyspę. Znajdujemy domek przy plaży i zaczynamy relaks. Jest hamak, są widoki i sklep wolnocłowy. W ciągu tygodnia nie jest tu zbyt tłoczno, jednak na weekend przyjeżdżają tłumy z Singapuru. Znajdą się tu atrakcje dla nurków i baza noclegowa dla mniej i bardziej zasobnych portfeli. Brakuje nam tylko świeżych owoców. Środek wyspy jest górzysty i pokryty dżunglą, więc towary trzeba przywozić ze stałego lądu. Tym razem owoców nie dowieźli, a zjadłoby się słodkich rambutanów lub soczystego ananasa. Braki te wynagradzamy sobie nurkowaniem. Jest tu sporo fajnych miejsc nurkowych dla mniej i bardziej doświadczonych. Można również zrobić kurs i uprawnienia nurkowe. Przede wszystkim jednak naprawdę przyjemnie spędza się tu czas.

Dopływamy na Tioman

Inną malezyjską wyspą jest Langkawi. Położona po zachodniej stronie i daleko na północy może stanowić alternatywę dla tajskich wysp. Jest większa niż Tioman i ma więcej połączeń drogowych. To oznacza, że można wynająć skuter i ruszyć poza wybraną plażę. Skuter przydaje się szczególnie, gdy wyspę odwiedza się w okresie ramadanu. W okolicach lotniska wieczorami rozpoczyna się wielki bazar z najprzeróżniejszym jedzeniem. Po napełnieniu brzucha można jeszcze w ramach deseru napić się słodkiego napoju w dowolnie wybranym kolorze i smaku.

Langkawi - zachód słońca

Wyspa zachwyca przede wszystkim pięknymi plażami. Długie, szerokie i z mięciutkim, czystym piaskiem. Najpiękniejsze są tam zachody słońca. Odcienie różu, fioletu i błękitu wywołują kolejne westchnienia. Plaża jest tak długa, że w świetle zachodzącego słońca można sobie zrobić wyczynowy spacer po piasku. Można również wybrać się na spacer podniebny. Na wysokości ponad 600 metrów nad ziemią wybudowano deptak. Łączy go z ziemią kolejka linowa. Góruje nad wzgórzami i podobno widoki z niego są przepiękne. Podobno… Pogoda niestety nam nie dopisała, zrobiło się deszczowo i z mostu moglibyśmy oglądać co najwyżej mgłę. Trudno może następnym razem…

Rady praktyczne:

1. Taras widokowy oraz most w Petronas Towers są dostępne dla zwiedzających od wtorku do niedzieli w godzinach od 9 do 21. Bilety można kupić na miejscu lub z wyprzedzeniem na stronie internetowej Petronas Towers. Koszt biletu to około 80 zł (od 1 marca do 2 maja 2016 r. most będzie zamknięty dla zwiedzających; dostępny będzie jedynie taras widokowy na 86 piętrze).

2. Do Cameron Highlands można dotrzeć autobusem z Kuala Lumpur.

3. Na wyspę Tioman można dostać się promem z Mersing. Podróż trwa około 1,5 godziny.

4. Sky Bridge na wyspie Langkawi otwarty jest codziennie w godzinach od 10 do 20. Bilet (kolejka oraz wejście na Sky Birdge) kosztuje około 40 zł.

Sława i Krzysiek – autorzy bloga www.pocztowkizpodrozy.pl/. Niedawno wrócili z blisko trzyletniej podróży dookoła świata. Większość dróg przemierzyli na małych motocyklach. W drodze kronikarzem była Sława, a wszystko na zdjęciach utrwalił Krzysiek. Pokazują jak taka podróż wygląda od podszewki, bez zbędnego koloryzowania.
Zdjęcie

Dodaj komentarz

© 2019 Zorientowani.pl